Nanda Devi East BC 2013

Tym razem wybraliśmy się do Indii w region Kumaon. Są to wysokie Himalaje, jak w Nepalu, jest tu sporo 7000-czników, w tym najwyższy – Nanda Devi. Te góry jak i Garhwal, są dużo rzadziej odwiedzane niż Himalaje Nepalu, choć moim zdaniem są równie piękne. Jest nas czwórka: ja, Bartek Missala, Matylda Wrzesińska i Łukasz Wilczek. Z Dehli dostajemy się do wioski Munsiara, gdzie organizujemy tragarzy i robimy zakupy przed trekiem. Są tu tylko podstawowe produkty więc warto zaopatrzyć się w Polsce lub Dehli.

P1140134

w drodze do Munsiary

P1140205

początek treku nietypowo – ostro w dół

P1140312

im wyżej tym ładniej

Jesteśmy w drugiej połowie października i szybko zaczyna się robić zimno. Pierwsze trzy dni idziemy doliną rzeki Gori Ganga przez jeszcze zamieszkałe wioski, ostatnia to Bugdyar. Generalnie mało ludzi. Turystów spotkaliśmy  w sumie ośmiu przez 15 dni… I wyżej tym więcej widzimy wyludnionych wsi.  Ten region jeszcze nie tak dawno wyglądał zupełnie inaczej. Biegł tędy ważny szlak handlowy do Tybetu i mieszkańcy utrzymywali się głównie z niego. Po wojnie indyjsko-chińskiej w 1962r. granica została zamknięta, a życie w dolinie powoli gasło.

P1140229

dolina rzeki Gori Ganga

P1140398

ta ściana robiła wrażenie…

P1140421

nieliczni mieszkańcy schodzą na zimę w niższe doliny

W wiosce Martoli odbijamy na zachód, w boczną dolinę, która prowadzi pod szczyt Nanda Devi East 7434m. Martoli było kiedyś dużą wioską – szkoła, sklep, ponad 300 mieszkańców. Dziś to wioska-widmo, w sezonie letnim jest tu kilku mieszkańców, teraz nie ma już nikogo.

P1140652

opuszczone domy w Martoli

P1140513

dwie godziny za Martoli rozbijamy obóz

Ścieżka do Nanda Devi East base camp jest trudna, bardzo mało przechodzona, miejscami oblodzona, często pozrywana. Za to widoki z każdą godziną coraz lepsze.

P1140813

trudnych fragmentów nie brakuje

P1140524

w drodze pod Nada Devi East

W końcu docieramy na miejsce Base Camp’u, który jest rozległą, płaską dolinką otoczona wianuszkiem wielkich szczytów.

P1140569

na Base Campie

P1140564

nasz obóz (ok. 4300m) z widokiem na Nanda Devi East

Spędzimy tu 2 dni, eksplorując pobliskie góry i zdobywając aklimatyzację. Zrobiliśmy też najbardziej „lodowatą” przepierkę jaką pamiętam w swoim życiu.

P1140578

pranie w dosłownie lodowatej wodzie

P1140618

w drodze na lokalny szczyt

P1140605

ponad 5000m, szczyt na grani

P1140625

zachód słońca na Nanda Devi East

Warto przypomnieć, że ten szczyt został po raz pierwszy zdobyty przez Polaków: 2 lipca 1939 roku przez Jakuba Bujaka i Janusza Klarnera. Wracamy do Martoli, gdzie śpimy i kolejnego dnia idziemy do Milam. Obecnie jest tam baza wojskowa strzegąca przejścia do Tybetu. Kiedyś spora wioska z ciekawą historią. To tutaj Brytyjczycy rekrutowali pierwszych pundytów – specjalnie przeszkolonych szpiegów, którzy pod „przykrywką” pielgrzymów udawali się do Tybetu i zbierali  dla Imperium Brytyjskiego masę cennych informacji. Kilku z tych śmiałków dokonało ważnych odkryć geograficznych. Ta szalenia ciekawa historia jest opisana w książce: „Spying for the Raj” Jules Stewart.

P1140692

w drodze do Milam

P1140725

ruiny wioski Milam

W Milam zostajemy 2 noce i robimy wypad na lodowiec Milam, który zaczyna się pod dużymi 7000-cznikami Tirsuli i Hardeol. Przemili żołnierze w bazie (którzy nudzą się jak mopsy) pomogli nam skontaktować się z bliskimi w Polsce. Z Milam zaczynamy powrót ale dłuższą trasą, przez przełęcz Ralam (Birje Ganga Pass) 4666m , po drugiej stronie Gori Ganga.

P1140811

na szczycie tego wzgórza jest wioska Munsiary, widać budowaną drogę do bazy wojskowej

Nocleg pod przełęczą wypada w kolejnej opuszczonej wiosce Tola. Gdzie tylko się da to stajemy się squatersami i śpimy w tych opuszczonych domach, które są w dobrym stanie.

P1140843

pichcenie w nowej „chacie”

P1140855

wioska Tola

Wczesnym rankiem startujemy na przełęcz – czeka nas ok. 1500m podejścia, a potem jeszcze sporo zejścia. Jest mroźno ale bardzo ładnie.

P1140852

góry o poranku

P1140873

w drodze na przełęcz

Na początek niespodzianka – okazało się, że nieliczni mieszkańcy opuszczając na zimę wioski zwinęli też mosty na rzekach żeby ich nie zmyły wiosenne roztopy. Mamy trochę kłopotów z przekraczaniem jednego strumienia i Łukasz się skąpał w lodowatej wodzie, co jest o tyle trudne, że będziemy szli przez śnieg i jest poniżej zera.

P1140900

w oddali masyw Nanda Devi

Przed przełęczą pogoda się psuje, zaczyna padać śnieg, ścieżka jest zawiana i nie przetarta – warunki robią się trudne, szczególnie dla naszych tragarzy, którzy nie są przygotowani na zimę. Jeden z nich zasłabł i wspólnie sprowadzamy go z przełęczy.

P1140908

na zejściu z przełęczy

Przed wioską Ralam (też opuszczona) widzimy z daleka niedźwiedzia himalajskiego! Na tyle wypraw pierwszy raz udaje mi się go zobaczyć.

P1140916

himalajski niedźwiedź

Ralam jest bardzo ładnie położona, domy też porządne – widać, że w cieplejszym sezonie jest tu trochę mieszkańców. „Zajmujemy” nową chatę i zaczynamy gotować kolację. Ponieważ padły nam na amen wszystkie planiki dzięki „czystej” benzynie indyjskiej, jesteśmy zmuszeni gotować na ognisku.

P1140935

wracamy do korzeni – gotowanie na ognisku

P1140944

„nasza” chata w Ralam

P1140974

przepiękna dolina Ralam

Opuszczamy Ralam kolejnego dnia rano i schodzimy w dół doliny. Powoli pojawiają się drzewa.

P1140989

zejście doliną Ralam

P1140977

ślady śnieżnej pantery? na kota o wiele za duże

P1150076

most nad potokiem – ten zostawili 😉

Śpimy opodal obozu pasterzy, to pierwsi ludzie jakich widzimy od 3 dni. Kolejnego dnia czeka nas solidne podejście na grzbiet na którym nagrodą jest fantastyczny widok na druga stronę rzeki Gori Ganga – widzimy trasę którą szliśmy na początku treku.

P1150102

widok z grzbietu na początki trasy

Schodzimy przez malownicze zbocze do wioski Paton, gdzie mamy ostatni nocleg w górach. Wspaniały biwak, na dużej łące. Kupiliśmy we wsi miejscowy lekki bimber rakshi wiec to był wesoły wieczór 😉 nieco gorszy ranek….

P1150189

ostatni biwak

P1150211

schodzimy do mostu na rzece, wiosek coraz więcej

Już tylko parę godzin marszu i docieramy na miejsce spotkania z jeepami, którymi wracamy do Munsiary. Tam tradycyjnie urządzamy sobie „wielkie żarcie”. Bardzo spodobały mi się te rejony Himalajów, przypominają Nepal ale dużooooo mniej tu komercji. Jednym słowem – polecam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s