Dolina Rolwaling i przełęcz Tashi Lapcha 2016

Jesienią tego roku (2016) postanowiliśmy wyruszyć w kolejną podróż w Himalaje Nepalu do doliny Rolwaling oraz przez trudną i wysoką przełęcz Tashi Lapcha 5750 m. Ponieważ mieliśmy więcej czasu postanowiliśmy przedłużyć trekking na kolejny odcinek czyli przez przełęcz Renjo La  (5360 m) do Gokyo i dalej  na południe z finałem w Lukli skąd wróciliśmy samolotem do Kathmandu. W sumie zajęło nam to 17 dni marszu. W wyprawie uczestniczyli: Łukasz Wilczek, Artur Talaga, Beata Piątek i Ja.

Pierwszy etap to podróż lokalnym autobusem z Kathmandu do wioski Gondorkhola. Ludzi masa, ścisk, pełno jakiś worków, koszyków i nawet paczek z kurczakami, generalnie jest „lokalnie na maxa”. O ile przez pierwsze 2  godziny to jeszcze może być zabawne, to już po 11-tu mamy dosyć i z ulgą w końcu lokujemy się w małym hoteliku w wiosce.

2

hotelik w Gondorkhola

Rankiem ruszamy na pierwszy, krótki dzień marszu do wioski Simigaon. Po drodze mijamy  elektrownie wodną budowaną przez Chińczyków. Zarówno Chiny jak i Indie wykorzystują potężny potencjał hydro-energatyczny Nepalu inwestując w elektrownie i potem dostają w zamian część energii. Nepal jest biednym krajem i nie stać go na tak kosztowną infrastrukturę.

3

elektrownia wodna w budowie

Dość szybko opuszczamy drogę i skręcamy na wschód, praktycznie idąc cały czas pod górę. Po niecałych 4 h marszu już instalujemy się na nocleg w prostym hoteliku. Jest jeszcze nisko i ciepło więc można skorzystać z prysznica, już jutro w nocy będą przymrozki…

6

jeszcze ciepło i pełno pól ryżowych, już jutro  znikną z krajobrazu

9

nasz hotelik w Simigaon

Następne dwa dni marszu są też mocno pod górę – szybko zdobywany wysokość. Idziemy przez piękne lasy z widokiem na liczne wodospady i w końcu dolina Rolwaling rozszerza się na tyle, że widzimy już wysokie góry.

19

pierwsze widoki na wysokie Himalaje

Sama dolina Rolwaling to przepiękne i naprawdę ciekawe miejsce. Zamieszkała przez ludność tybetańskiego pochodzenia (Tybet jest tuż za granicą), turystów raczej niewielu, krajobrazy za to naprawdę oszołamiają. To w tej okolicy słynny eksplorator Himalajów Eric Shipton zrobił pierwsze zdjęcia śladów Yeti. Trzeciego dnia docieramy do większej wioski Beding. Po tragicznym trzęsieniu ziemi w 2015, trwa odbudowa kompletnie zniszczonego klasztoru (epicentrum drugich wstrząsów było w niedalekiej okolicy).

22

wioska Beding, 3600 m

Jeszcze tego samego dnia w celach aklimatyzacyjnych, podchodzimy bardzo stromą ścieżką do pustelni medytacyjnej, niestety obecnie dość mocno zniszczonej. Widok na dolinę jest wspaniały.

23

pustelnia w Beding czyli prawdziwe „orle gniazdo”

25

Beding w oddali, idziemy do wioski Naa

Następnego dnia dochodzimy do ostatniej wioski w dolinie czyli Naa. Ponieważ jest na wysokości ponad 4100m zostajemy tu 2 noce by zrobić sobie porządne podejście aklimatyzacyjne. Robi się już znacznie zimniej, a sama wioska jest mała, kilkanaście domów, ubogie poletka, sporo mieszkańców na zimę schodzi w doliny bo tu jest wtedy za ciężko do życia.

29

wioska Naa

W hoteliku gdzie nocujemy poznajemy trójkę przemiłych Koreańskich „emerytów”, którzy okazują się znanymi himalaistami i świetnie znają nasze sławy himalaizmu bo wspinali się z Polakami nie raz np. na K2 w Karakorum. Jeden z nich tyle czasu spędził w Nepalu, że biegle mówił po nepalsku. Chłopaki wyciągnęli 1 litr 12 letniej (!)  whisky więc wieczór fajnie się rozwinął 😉

32

nasi koledzy z Korei, naprawdę chciałbym tak spędzać emeryturę jak oni…

Pomimo wypitej whisky rankiem ruszamy na wyjście aklimatyzacyjne do Yalung Ri Base Camp czyli ponad 800m podejścia i potem zejścia do Naa. Naszym celem jest wejście na ten dość prosty ale piękny szczyt – Yalung Ri (5630m). Kolejnego dnia znów ruszamy do bazy i spędzimy w niej 2 noce.

35

Yalung Ri Base Camp ponad 4700m

Baza jest pięknie położona i pogoda nam cały czas dopisuje. I co też jest fajne – jesteśmy tu sami 😉

36

„pięciogwiazdkowy” widok z namiotu

Fotki z okolic naszej bazy:

3934

38

za tą górą jest już Tybet

Na szczyt startujemy skoro świt, żeby przechodzić lodowiec póki jest zmrożony. Czeka nas ok. 900m podejścia więc całkiem sporo na tej wysokości. Wejście na lodowiec jest strome i wymaga wspinania w lodzie i twardym śniegu.

44

wspinanie na lodowiec

Potem droga po lodowcu i wejście na szczyt już nie ma większych trudności, a że pogoda jest super to w sumie była czysta przyjemność.

46

droga przez lodowiec

48

na szczycie Yalung Ri 5630 m.

img_3768

i cała nasza grupa 😉

Po powrocie do bazy restujemy się ile można, bo kolejnego dnia schodzimy do doliny Rolwaling i ruszamy dalej w kierunku przełęczy Taschi Lapcha.

33

dolina Rolwaling w całej okazałości, schodzimy z Yalung Ri BC

Czeka nas całkiem przyjemny dzień z pięknymi widokami – idziemy wzdłuż jeziora lodowcowego Tsho Rolpa. Nocujemy przy małym, kamiennym Tea House w miejscu zwanym Chukima. Ma naprawdę fajny klimat, z wielkimi, przewieszonymi głazami, które są zabudowane jako schronienia. Można tu zjeść ostatni dhal bat, potem już tylko własny prowiant.

img_3804

jezioro lodowcowe Thso Rolpa

54

nasz biwak w Chukima, rano suszymy namioty

Następnego dnia nie wspominam za dobrze. O ile był spektakularny krajobrazowo to dał nam wszystkim nieźle w kość. Prawie 6 h szliśmy przez lodowiec pokryty rumowiskiem głazów. Cały czas ten sam schemat:  góra, dół, omijanie szczelin, piargi, skakanie po kamolach… Warto założyć sztywne buty bo w takim terenie łatwo skręcić kostkę. W końcu docieramy do przygotowanych platform pod namioty czyli Glacier Camp, ok 4890 m.

57

lodowiec zmienia się w jezioro

59

na lodowcu, ładnie ale ciężko

60

kluczymy między szczelinami i głazami

62

nasza baza w Glacier Camp ok. 4890 m.

 

W tej bazie zostajemy dwie noce by odpocząć i przygotować się do przejścia trudnej przełęczy Tashi Lapcha. Dwóch naszych najmocniejszych tragarzy przerzuca tego dnia część ekwipunku przez przełęcz żeby mieć lżej kolejnego dnia – czyli zrobili ją w sumie dwa razy! Szczęka nam opadła, to naprawdę wyczyn. Miejsce jest niesamowite, dzikie, otoczone wysokimi górami, tu naprawdę czuć Himalaje. I jeszcze od czasu do czasu obrywają się seraki – efekt jakby spadł pociąg towarowy z 11 piętra – jest na co popatrzeć. Dobrze, że mamy bezpieczne miejsce do spania… A nocą warto wyjść z namiotu i popatrzeć na niebo  – tyle gwiazd rzadko kiedy da się zobaczyć w naszym, zurbanizowanym świecie.

71

gwiazdy, gwiazdy, gwiazdy

69

Glacier Camp nocą

Kolejny dzień jest bardzo wymagający – 900m podejścia i trudności techniczne po drodze. Szczególnie początek wspinaczki na przełęcz jest trudny: stromo, po skale, z eksponowanymi trawersami. Asekurujemy się liną wykorzystując już wbite haki, mamy też  swoje jakby zaszła taka potrzeba. Dalej robi się bardziej płasko, a już wejście na przełęcz to lodowo-śnieżny teren ze stromymi odcinkami i przejściem lodowca.

73

w drodze na przełęcz – tu już jest łatwiej

75

przełęcz coraz bliżej (to ta „luka” po prawej)

78

ostatni odcinek – podejście przez lodowiec

img_3937

na przełęczy Taschi Lapcha 5760 m, wieje tu jak diabli !

To był ciężki dzień i ulgą rozbijamy się niewiele niżej od przełęczy – w Pachermo Base Camp ok. 5600m. Miejsce biwaku jest spektakularnie położne pod przewieszonymi skalnymi ścianami, na wąskich, kamiennych półkach. Wygodnie tu nie jest ale za to mamy schronienie przed spadającymi z góry kamieniami.

82

najpiękniejszy biwak na trasie – Pachermo BC

81

widok z naszego biwaku na szczyt Pachermo

Rano już schodzimy do doliny aż do wioski Thame, czyli prawie 2000m w dół. Znów piargi, pełno kamieni i dość ciężkie zejście na początku ale potem już pojawia się trawa, pastwiska i pierwsze domki pasterzy.

86

znów piargi i kamole czyli schodzimy z przełęczy

92

pojawiają się pastwiska i jaki

94

klasztor w Thame

 

 

Thame jest ciekawa wioską, tutaj urodził się i wychował Tenzing – jeden z pierwszych zdobywców Mt. Everst. Niedaleko jest jeden z najważniejszych buddyjskich klasztorów tego regionu. Z Thame idziemy na północ doliną Bhote Khosi do wioski Langden i kolejnego dnia przez przełęcz Renjo La (5340 m.) schodzimy do Gokyo.

97

dolina Bhote Khosi

100

jeziorko po drodze na Renjo La

 

Teraz trasa jest prosta, na przełęcz wiodą zrobione, kamienne  schody, turystów w porównaniu do Rolwaling jest cała masa ale widoki z przełęczy wynagradzają tą całą „komercję”.

 

img_4120

na Renjo La – w tle 3 ośmiotysięczniki: Mt. Everest, Lothse i Makalu

img_4122

Everest i Lothse w zbliżeniu

Samo Gokyo to w zasadzie turystyczna wioska z kilkunastoma hotelikami. Jednak jest to równocześnie jedno z najpiękniejszych miejsc w całych Himalajach – przynajmniej to moje zdanie. Jestem tu drugi raz w życiu i nadal mniej zachwyca ta sceneria.

img_4133

z widokiem na Gokyo i jezioro Dudh Pokhari

img_4147

kolory jeziora są bajeczne

img_4195

a nad Gokyo widać ośmiotysięcznik Cho Oyu

 

Dalsza trasa do Lukli jest już opisana na tym blogu (Solu Khumbu 2007) i nie chcę się powtarzać. Wrzucam jedynie parę fotek.

img_4211

w dół z Gokyo doliną Dudh Khosi

img_4243

turystów, hotelików jest cała masa …

img_4224

jacze kupy się suszą razem z kołdrami 😉

img_4284

spaliśmy w takim „magicznym” miejscu

img_4271

Ama Dablam czyli kwintesencja góry

img_4322

Namche Bazar to już nie wioska a „metropolia”

img_4392

Lotnisko w Lukli i szybki powrót do cywilizacji

To był jeden z najciekawszych wypadów w Himalaje. Pogoda nam dopisała fenomenalnie – cały czas było słońce 😉 Wspomnienie mam wspaniałe i ostrzę sobie apetyt na kolejny wyjazd.

 

 

 

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Dolina Rolwaling i przełęcz Tashi Lapcha 2016

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s